As long as you fight

As long as you fight

Obraz wpisu

Istnieją dwie opcje wyjścia z sytuacji, która mi się przytrafiła. Albo wyciągnąć wszystko, co można najlepsze, zobaczyć pozytywy w negatywie, czerpać radość z drobnostek, z każdej przeżytej chwili, dziękować Bogu za każdy kolejny dzień, działać na rzecz swojego rozwoju, poszerzać horyzonty i łamać bariery albo… Albo położyć się w łóżku, nakryć kołdrą, wyklinać wszystko i wszystkich dookoła za beznadziejne życie, jakie czeka po wypadku i szukać problemów, nie rozwiązań. Nie wierzyć w poprawę.

Jak myślisz, po której stronie barykady stoję? 😊

Jasne, nie jest tak mega kolorowo. Prawą stronę mam i już będę mieć słabszą – nieważne jak bardzo skupiam się na treningu izolowanym, na ćwiczenie często z zamkniętymi oczami w celu pobudzenia neuronów (chociażby wykroki do wyznaczonej linii i powrót do pionu). Regularnie muszę stawiać się u fizjoterapeuty. Mam problemy z krążeniem, ciśnienie często waha się w granicach niebezpiecznie niskich. Po wypadku mój układ immunologiczny zipie. Już nie mam żadnych szans, by wstąpić do oddziałów specjalnych służb mundurowych, o czym marzyłam. Trudności z zapamiętywaniem dalej są – mniejsze, bo usilnie z tym walczę ale SĄ.  Zdarzają się jeszcze momenty, gdy lęk przed utratą przytomności czy na widok zbliżającego samochody się załącza – efekt lęku pourazowego, nad którym ciągle trzeba pracować. Bez wypadku takich problemów by nie było.

No i co? Shit happens. Co z tym zrobisz, jak nic nie zrobisz. Nie ryczę rozpamiętując wypadek (na dobrą sprawę nie pamiętam kilku miesięcy po nim z niewielkimi przebłyskami 😊 ). Wyciągam wnioski i same dobre rzeczy. Uznaj za psychiczną – no cóż, nie oszukam. 😀


dokładnie TE pasy, na których życie zawisło na włosku. 🙂

Gdyby nie wypadek, to nie zostałabym dietetykiem i trenerem warszawskiej drużyny lacrosse – z prostej przyczyny. Wstydziłabym się uderzyć do nich z pytaniem o współpracę. Wróć – w ogóle nie zostałabym szybko dietetykiem i trenerem – strach przed nie poradzeniem sobie z tematem. Nie przebiegłabym tylu kilometrów, nie zrobiła Korony Półmaratonów Polski i nie była przed ostatnim startem zamykającym Koronę Maratonów Polskich- bo…nienawidziłam biegać. Nie zostając trenerką chłopaków, nie poznałabym zawodnika, dzięki któremu znalazłam się w stowarzyszeniu rozwoju dzieci i młodzieży, jako wychowawca. Idąc dalej nie poznałabym persony, dzięki której drogi moje i mojego Marcina się zeszły i teraz jesteśmy szczęśliwą parą, budującą coraz prężniej wspólną przyszłość.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Dla trenera ale i dla szarego człowieka, który ma w sobie empatię. Usłyszeć od kogoś, kto przekreślił swój sukces, przestał wierzyć w swoje możliwości, w siebie i wyglądał, jak wieczny przegrany, że po zapoznaniu się z moja historią, uwierzył. Uwierzył, że można wyjść z niejednego bagna i wyjść z niejednego dołka. Bywa ciężko i zdarza się lądować na kolanach wielokrotnie ale… AS LONG AS YOU FIGHT

Pewnie zadziałoby się inaczej, może pod jakimś kątem lepiej ale…co z tego? Jest dobrze tak, jak jest.

baza trenerów